Chcąc się zabezpieczyć przed tąpnięciami, górnik stara się w jak najmniejszym stopniu naruszyć mechaniczną równowagę skorupy ziemskiej. Szyby i sztolnie budowano już wówczas, kiedy nauka dopiero zaczynała się zajmować problemami mechaniki górotworu. Chociaż sposób eksploatacji złoża zależy w dużej mierze od jego geologicznej struktury, to jednak drogo okupione doświadczenie nauczyło ludzi, że bezpieczeństwo pracy pod ziemią można znacznie zwiększyć przez dobór najkorzystniejszego systemu wybierania i ? przede wszystkim ? przez podsadzanie pustek powstających na skutek robót górniczych. Z wieloletnich obserwacji zachowania się górotworu narodziła się na przełomie wieku nowa dyscyplina naukowa ? mechanika górotworu, bez której pomocy atak na głębiny, do których dziś zmierzamy, byłby nie do pomyślenia. Zakłócenia w mechanicznej równowadze górotworu wywołuje również wpływ gazów związanych z minerałami, czego konsekwencją jest pojawienie się powietrza ?zepsutego”, ?złego” lub ?wybuchowego”. ?Zepsute” powietrze powstaje wszędzie tam, gdzie zawartość tlenu schodzi poniżej normalnego poziomu, to jest 21%. Tu należy jednak zaznaczyć, iż chemiczny skład powietrza został dość pewnie zanalizowany przez Lavoisiera i innych chemików dopiero w drugiej połowie XVIII wieku.

Aby wiedzieć więcej..
Tak jak każdego dnia, również owego 10 marca 1906 roku górnicy mieszkający w wiejskiej gminie Courrieres w północno-francuskim departamencie Pas de Calais wyszli o świcie na pierwszą zmianę. Przybyli także ich koledzy z sąsiednich miejscowości. Na dół zjechało około 2000 kamratów. W milczeniu, zamknięci w sobie. Tak jak każdego dnia. Minęło półtorej godziny, gdy Courrieres wstrząsnęła eksplozja, Ziemia zdała się drżeć w swych posadach. Złe przeczucia ściągnęły żony i matki z dziećmi na ręku pod kopalniany szyb. Koła na wieży zamarły w bezruchu. Wejścia na teren kopalni zamknięto. Przez plac pędzą drużyny ratownicze. I nagle ? ta straszliwa wiadomość, którą zaczęto podawać sobie z ust do ust: Le grisou- Wybuch gazu! Dzień i noc ratownicy starali się dotrzeć z pomocą górnikom odciętym na głębokości dwustu metrów. Wyziewy gazu i gruz utrudniały posuwanie się naprzód. Wydawało się, że cała kopalnia się zawaliła. W wielu miejscach szalały pożary. Na górze ulewa, ale nic nie zdołało odpędzić kobiet z Courrieres, rodzin zasypanych, od kopalnianych bram. Chciały znać los swych żywicieli. Do niedzielnego południa wydobyto z bocznego szybu, który nie znalazł się w bezpośrednim zasięgu wybuchu, 120 górników. Do popołudnia liczba uratowanych wzrosła do 650.